Wciśnij enter aby wyszukać

WordCamp 2015 Kraków

WordCamp 2015 Kraków

Każde miasto posiada swój własny, unikalny klimat. Toruń ma turystów w sezonie letnim i studentów w okresie zimowym. Ma trochę bezdomnych, ale klimat głównie czuje się przez specyficzny upływ czasu. W Toruniu jest powolnie. Powoli płynie czas, powoli się żyje. Nie trzeba się spieszyć i inni się nie spieszą. Jest tak, jak powinno być i czuje się to pełną piersią.

Kraków.

Ulicą się nie idzie. Ulicami można płynąć z nurtem pędzących w tym samym kierunku ludzi. Każdy się spieszy. Spieszą się mieszkańcy z załatwianiem swoich ważnych spraw, z dotarciem z punktu A do punktu B, z jedzeniem, z piciem, z rozmową… spieszą się ze wszystkim. Nawet światła na skrzyżowaniach się spieszą. Turyści też się spieszą, być może udziela im się pewien tryb życia. Więc płyniesz sobie ulicą, z tłumem ludzi z nawałem swoich spraw i z turystami. Możesz jedynie wybrać w którym kierunku odbić, ale zazwyczaj idąc z tym samym tłumem jest duże prawdopodobieństwo, że trafisz dokładnie tam, gdzie chcesz – wszystkie drogi zmierzają na Kazimierz. Nie chcesz iść na Kazimiesz? Na pewno chcesz.

To jest ta część miasta, która jest pięknie doniosła i czuję się tam jak w miejscu, które mogłoby być dla mnie ostatnim miejscem na Ziemi.

I wszystko jest tutaj specyficzne. Od zwykłego człowieka, którego mija się na przejściu dla pieszych, po sposób w jaki powietrze wchodzi Ci do płuc. Zapach przegniłej cegły i wszechobecny dym papierosowy wżera się nie tyle w ubrania, co w całą skórę i włosy. Zapach moczu, potu i zapiekanek. Tak pachnie Kraków. Miejsce kultury.

 

Do Krakowa trafiliśmy na WordCamp.

Before na Kazimierzu i dalej zeszło całkiem szybko. Te dwa dni były dość intensywne i o tyle miałam przerąbane, że jeszcze w piątek przed imprezą miałam temperaturę. Tak – rozchorowałam się. Tak – akurat na wyjazd. Nie, nie narzekam. To po prostu i zwyczajnie było upierdliwe dla mnie, dla K. i dla innych. Cóż, może w przyszłym roku nadrobimy stracone wieczory.

W zeszłym roku pisałam o tym, czy osoba nieznająca się na WordPressie odnajdzie się na WordCampie. Po roku uczenia się WordPressa, pracy na nim, blogowania i ciągłego odkrywania jestem w stanie stwierdzić, że nie napiszę nic ponad to, co pisałam rok temu:

każdy jest mile widziany, bo każdy jedzie tam, aby się rozwijać, zdobyć wiedzę z różnej tematyki i o ile wszystko kręci się wokół WordPressa, to poziom dostosowany jest do tych mocno zaawansowanych jak i do tych „zielonych”.

Jasne, że każdy się odnajdzie. Jeżeli prelekcje będą dla kogoś zbyt nudne, to na pewno kontakt z innymi wszystko to nadrobi. Najlepsze chyba jest to, że kiedy ktoś ma jakieś wątpliwości lub jakiekolwiek problemy to ma pod ręką kompetentnych ludzi, Mistrzów Swojego Fachu, którzy pomogą.

W tym roku w prelekcje nie do końca się wstrzeliłam, bo albo było coś, co już wiem, albo rzeczy zbyt abstrakcyjne dla mnie. Na szczęście pojawiły się bardzo dobre i mocne prelekcje „z przymrużeniem oka”, czyli to, co tygryski blogowe lubią najbardziej: hejt hej i hejt. Konstruktywny oczywiście. Dziękuję tym inspirującym osobom!

Po raz drugi ta impreza mocno mnie natchnęła do robienia wielu rzeczy na które nie mam czasu, ale na pewno go znajdę. Powstają duże plany i przede wszystkim podjęłam się z K. ogromnego wyzwania – stworzenia samodzielnie pierwszego filmu. Efekty będą widoczne niedługo. Mam nadzieję.

Co do samej imprezy brak mi słów, bo naprawdę było świetnie. Organizacja na najwyższym poziomie i aż miło obserwować, że ten poziom idzie w górę.

W międzyczasie cieszyłam się aparatem i zawzięcie robiłam zdjęcia. Efektami dzielę się z Wami, bo nie ma nic lepszego jak oglądanie zdjęć, prawda?

Zacieram rączki na przyszły rok.

 

 

Kasia Mikita

Blogerka. Perfekcjonistka. Fascynuje się robieniem zdjęć gołębiom i czasem ludziom. Za dużo współczuje, za mocno przeżywa. Nie znosi hejterstwa. Najchętniej zapobiegła by wszystkiemu.