Wciśnij enter aby wyszukać

Poszłam na etat

Poszłam na etat

Jeden z moich ulubionych twórców na YouTube – Chris Do – powiedział, że młodzi często popełniają błąd przy wyborze ścieżki zawodowej.

Wraz z nadchodzącą dorosłością myślą tylko o dużych zarobkach albo łatwej pracy. Porzucają swoje zainteresowania, marzenia i pasje na rzecz pewnej i stabilnej pracy.

Problem polega na tym, że jeżeli coś Cię nie interesuje, to ciężko się tego nauczyć, a tym bardziej stać się w tym świetnym. Natomiast z łatwością przychodzi nauka czegoś, do czego ma się predyspozycje. Wniosek jest prosty – opanowanie wiedzy, która ciężko wchodzi jest stratą czasu.

Od dziecka chciałam robić coś, do czego czułabym, że się nadaję. Byłam mocno kreatywna i miałam pełno pomysłów, ale niestety brakowało mi pewności siebie.

 

Historia stara jak świat

Pierwsze wspomnienie z dzieciństwa to moment, w którym moja mama wracała do domu po ciężkim dniu pracy. Zmęczona, ale kochająca. Przytulała mnie i całowała w czoło. Najbardziej pamiętam zapach. Pachniała murami starej kamienicy, wilgoci i przegniłego drewna. Pracowała w Domu Kultury wśród artystów – pisarzy, malarzy, muzyków, tancerzy i aktorów. Pamiętam jak spędzałam tam czas.

Pamiętam też, jak uczyłam się rysunku z niemieckich książek, które tata przywoził. Śmierdziały papierosami i nieznanym mi zapachem obcego świata. I chociaż zupełnie nic z nich nie rozumiałam, to starałam się krok po kroku odtwarzać samodzielnie to, co w nich było. Później chodziłam na zajęcia dodatkowe z rysunku i rzeźby, brałam udział w konkursach i wystawach.

 

Jak pasja może stać się koszmarem?

Był taki przedmiot jak plastyka. W ostatniej klasie gimnazjum dostałam warunek: piątka na koniec, jeśli zrobię portret papieża. To był rok, gdy na ostatnią chwilę dyrektor szkoły kazał nauczycielce zrobić wystawę. Każdy kto namalował portret papieża miał piątki na koniec. Byłam o to rozżalona. Cały rok pracowałam ciężko udzielając się w kółku plastycznym, a i tak musiałam zrobić kolejną pracę.

Starałam się zrobić coś kreatywnie, ale w żalu i poczuciu niesprawiedliwości nie potrafiłam. Na zaliczenie przyniosłam pracę, którą nauczycielka przed całą klasą wyśmiała i zostawiła u siebie, żeby pokazywać innym klasom jako przykład, jak nie robić prac.

Dostałam piątkę, ale z jej łaski i litości. Piątkę dostała też przyjaciółka, która wydrukowała czarno białe zdjęcie papieża i pokolorowała tak, żeby nie było widać, że jest wydrukowany, tylko tak, jakby sama go narysowała. Została za to wyróżniona.

Jak się domyślasz, odpuściłam całkowicie.

 

My i nasze myśli jesteśmy naszym największym wrogiem

I to nie kwestia tej jedej sytuacji. Ale chyba od tamtej pory nie potrafiłam stworzyć niczego, z czego byłabym zadowolona. Im dłużej tak było, tym bardziej czułam, że najwyraźniej się do tego nie nadaję.

To był moment, gdy przestałam się starać. Przestałam rysować, bo widziałam, że inni robią to lepiej, są za to nagradzani. Rosło we mnie poczucie, że jestem nikim, bo niczego nie potrafię robić. Czułam się niewystarczająca.

Niestety, im bardziej w to wierzyłam, tym gorzej mi szło i tym bardziej się wycofywałam.

Czułam, że nie jestem dobra w czymkolwiek.

Nie potrafiłam odnaleźć pasji.

Nie wiedziałam co mi sprawia przyjemność. Patrzyłam na przyjaciół, którzy rozwijali siebie, patrzyłam na znajomych, którzy odnosili w czymś sukcesy, patrzyłam na obcych, z ukłuciem w sercu, bo wiedzieli co potrafią i chcą robić w życiu.

 

Kryzys, stagnacja i rezygnacja

Byłam zagubiona. Studia wybrałam z przypadku. Chociaż dzięki nim poukładałam bałagan w głowie, to miałam poczucie zmarnowanego czasu. Poszłam na studia pedagogiczne, chociaż nie chciałam pracować w takim zawodzie.

Ogarniała mnie panika.

Nie wiedziałam co powinnam robić w życiu. Nie wiedziałam gdzie pracować, w jakim kierunku iść. Nawet nie potrafiłam powiedzieć co lubię robić. Przez przypadek wróciłam do kreatywnych zajęć.

Mój chłopak, a obecnie mąż, K., powiedział mi wtedy: “Załóż firmę, weź dotację, a potem zobaczymy. Nic nie stracisz.”

Skończyłam studia, złożyłam dokumenty o dotację, otworzyłam firmę i ruszyłam ze swoim sklepem internetowym. Małymi krokami, trochę nieśmiało zajmowałam się tworzeniem własnych produktów i projektowaniem.

Uczyłam się gdzieś po drodze, przypadkiem, a jednocześnie głos w głowie szeptał mi, że muszę znaleźć swoją ścieżkę zawodową, bo jestem do niczego, i ani projektowanie, ani fotografia mi nie idzie. Siedziałam i czekałam aż ktoś przyjdzie i powie mi: „tak, nadajesz się , potrafisz, jesteś ekspertem.”

Jednocześnie brnęłam w to dalej – projektowałam, robiłam zdjęcia, łapałam drobne zlecenia, pracowałam przy firmie K. Tylko dlatego, że przychodziło mi to z łatwością – większą łatwością niż wszystko inne. I stało się.

Wszystkie moje drogi, wszystkie moje próby i starania prowadziły mnie jedną drogą. I tak uczyłam się programów z pakietu Adobe na tyle, na ile byłam w stanie się sama nauczyć. Wałkowałam kursy zaczynając od oglądania prostych tutoriali na YouTube, przez grafikę, po zarządzanie czasem, marketingiem i social mediami.

W życiu tak beznadziejnie się nie czułam jak wtedy

Nikt poza K. nie przychodził. Nikt nie powiedział: “Robisz to dobrze”. Rzuciłam wszystko. Zrobiłam CV, mimo braku doświadczenia zawodowego. Przygotowałam portfolio mimo braku prac, którymi mogłabym się chwalić. Tak naprawdę, wartość mojego doświadczenia była niemalże zerowa. Liczyłam, że praca, którą włożyłam do tej pory w rozwój własnej firmy, dorabianie i projektowanie dla siebie i K. zwrócą się. Nie miałam w końcu niczego do stracenia.

Zaczęłam szukać pracy jako grafik jednocześnie składając dokumenty na studia podyplomowe z grafiki w Warszawie. Na studia dostałam się bez problemów, ale płakałam po każdym mijającym miesiącu bez jakiejkolwiek odpowiedzi o pracy. Płakałam też po rozmowach kwalifikacyjnych, gdy trafiałam na nieprzyjemnych ludzi. Płakałam, gdy zbliżała się pierwsza płatność za studia, na którą nie miałam pieniędzy.

Ale zawzięłam się. Zamknęłam działalność, zawiesiłam sklep internetowy. Starałam się o pracę już wszędzie, byle tylko zarabiać.

 

Wywalczyłam to sobie

Było warto. Od września jestem studentką grafiki oraz pracuję na etacie jako grafik i retuszer. Robię to, do czego byłam przekonana że się nie nadaję. Robię to dlatego, że chciałam sobie coś udowodnić. Chciałam też przekonać się, czy faktycznie nie dam rady.

 

Według Chrisa Do, człowiek marnuje czas na naukę rzeczy, które go nie kręcą. W krótszym czasie można opanować do perfekcji coś co się lubi i dzięki temu osiągnąć duży sukces.

Innymi słowami, po co być przeciętnym prawnikiem skoro można być perfekcjonistą w czymś innym, na przykład odnoszącym sukcesy śpiewakiem operowym?

Zmarnowałam dużo czasu.

Marnowałam czas ucząc się jedynie z przypadku i trwając w przekonaniu, że uczę się dla zabicia czasu. Myślę sobie, że brakowało mi autorytetu, który dodałby mi otuchy i pewności siebie.

Ale może tak właśnie ma być, że sami musimy wywalczyć sobie coś.

Wywalczyć w sobie, w głowie.

Kasia Mikita

Blogerka. Perfekcjonistka. Fascynuje się robieniem zdjęć gołębiom i czasem ludziom. Za dużo współczuje, za mocno przeżywa. Nie znosi hejterstwa. Najchętniej zapobiegła by wszystkiemu.