Wciśnij enter aby wyszukać

Moje życie zawodowe po porodzie

Moje życie zawodowe po porodzie

Wraz z nadejściem dziecka zmieniło się nasze życie i wszystko co do tej pory było. Początki były trudne i teraz po trzech miesiącach dopiero zaczyna się coś stabilizować.

Czasem udaje mi się odkleić od małej

I moja codzienność opiera się właśnie na takich drobnych sukcesach. Próbowałam uporządkować trochę blog, czasem mam przebłyski i opublikuję coś na Instagramie. Coraz częściej myślę o tym, co mogłabym zrobić, jeśli już uda mi się umyć, załatwić i coś zjeść. Zrobić coś poza wstawieniem prania, czy ogarnięciem bieżącego syfu.

Teraz mój czas jest podyktowany pod dziecko. Robię to, na co obecnie mi ono pozwala. Nie będę ukrywać, że dostosowanie się do takiej sytuacji trwa i jeszcze sporo nauki przede mną zanim ogarnę takie zarządzanie moim czasem, które mnie zadowoli.

Zmiany, zmiany, zmiany

Oczywiście wiedziałam, że macierzyństwo zmienia życie. Nie buntuję się przeciwko temu. Jeszcze tylko trochę tęsknię za tym co było i jak łatwo było rozwijać siebie mając czas i energię i tyle przespanych godzin.

Zmianą jest to, że przestałam być aktywna w sieci. Przestałam nagrywać, pisać i robić zdjęcia. To znaczy robię zdjęcia, po sto dziennie, ale dziecka, telefonem i to do rodzinnego albumu.

Zmianą jest to, że priorytetem jest dziecko, potem moje samopoczucie, a na szarym końcu zajęcie się pracą.

Zmianą jest też to, że nie mam pracy. I czasem bym chciała mieć, a czasem wiem, że powinnam cieszyć się spędzaniem z maleństwem na rękach, bo ten czas szybko mija, a praca nie.

Produktywność z niemowlakiem

Z mężem uczymy się jak ogarnąć te zmiany, by nam obojgu było dobrze. Od kilku dni nie kończą się moje rozmowy z nim jak źle mi bez tego, co było wcześniej. Podesłał mi bloga Kasi Pszonickiej, która wiele mądrych rzeczy napisała o biznesie i macierzyństwie (#biznesmamy). Planuję małymi krokami wprowadzać to w życie, bo podobno za dużo narzekam.

Zainstalowałam dzięki niej aplikację Pocket do zapisywania ważnych linków. Wyłączyłam dzisiaj Netflixa. Zrobiłam porządek na Instagramie – to żeby nie obserwować profili, które mnie dołują swoją produktywnością. Zostawiłam tylko te, które mnie inspirują do działania lub po prostu lubię oglądać.

Zastanawiam się nad kontem na Legimi, żeby poczytać coś konkretniejszego.

Myślę też o odkopaniu kursów graficznych, które kiedyś gdzieś tam kupiłam albo chociaż jakimś podcaście ciekawym do posłuchania.

Może uporządkuje bloga do końca.

Zastanawiam się nad coachem, bo to chyba coś czego potrzebuję. Ale poczekam, aż dzieć będzie bardziej odkładalny i będę mogła więcej czasu poświęcić na siebie. Z drugiej strony nie wiem, czy wydanie takich pieniędzy na coacha pomoże mi w prokrastynacji.

A teraz?

Piję ciepłą kawę.

Macierzyństwo jest miłe.

Wciąż nie rozkminiłam jak być bardziej produktywna.

Czasem przez to mi źle.

Ale potem patrzę na dziecko i zapominam o co mi chodziło.

Kasia Mikita

Blogerka. Perfekcjonistka. Fascynuje się robieniem zdjęć gołębiom i czasem ludziom. Za dużo współczuje, za mocno przeżywa. Nie znosi hejterstwa. Najchętniej zapobiegła by wszystkiemu.