Wciśnij enter aby wyszukać

Po co Ci studia?

Sesja plenerowa - Kasia Mikita

Po co Ci studia?

Co mi dały studia? To pytanie wraca do mnie zdecydowanie zbyt często i za każdym razem nie jestem gotowa na nie odpowiedzieć. Nawet nie jak na nie odpowiedzieć, no bo jak odpowiedzieć na pytanie w takim stylu? A co Ci dało liceum lub technikum? A co Ci dała podstawówka? A co wyniosłaś z przedszkola? Zabawki kradłam.

Jeżeli w tonie wyłapuję wrogość, to odbieram takie pytanie jako osobisty atak na mój wybór. Bo co miały mi dać studia skoro nie pracuję w zawodzie? Moje życie to oczywisty i jasny sygnał, że studia nie są potrzebne. Usłyszałam to niejednokrotnie i to się przewija wszędzie. Ktoś w Twojej rodzinie lub wśród znajomych, kto studiował, a teraz na przykład na budowie robi, jest żywym dowodem na to, że studia nic nie dają. Są zbędne. Zdzisiek na przykład w ogóle studiów nie robił, a ma fajną pracę w wielkiej korporacji, a Jolka po studiach i jakąś nic nie znaczącą sekretarką jest. Rozumiecie o co mi chodzi? (płeć i imiona bez znaczenia)

Poszłam na studia pedagogiczne z przypadku. Wiesz jak to jest być jedną z niewielu osób przyznających się do tego? Wiesz jak reszta patrzy? Jakbym ciężki grzech popełniła. Złamała 10 przykazań w jednej chwili. To dlatego, że przez takich jak ja zaniżana jest wartość studiów. Ale to inni odpadli w trakcie studiów, nie ja. Faktem jednak jest to, że wybrałam inną ścieżkę zawodową.

Wiedz, że nie żałuję studiów. Wręcz przeciwnie – cieszę się, bo byłabym zupełnie innym człowiekiem niż jestem.

Krok 1: Chaos

Nie wiedziałam kim chcę być, ani co chcę w życiu robić. Byłam jedną z tych osób, które po prostu nie wiedzą, bo nie mają jednej wielkiej pasji. Wierzyłam w to, że studia dla pieniędzy to jakieś nieporozumienie, ja chciałam wielkich idei, dowiedzieć się czegoś o życiu i dowiedzieć się kim jestem. Odnaleźć się. I tak przyszła mi z pomocą filozofia.

Krok 2: Przypadek

Filozofię zdawałam na maturze łącznie z K. i trójką kumpli. Złożyłam papiery na studia, na filozofię. Złożyłam papiery na kilka uniwersytetów, bo tak bardzo chciałam się dostać, a tak bardzo bałam się, że jestem za głupia by studiować. I wiesz co zrobiłam? Tylko w Toruniu złożyłam papiery na pedagogikę. Pod wpływem impulsu, jednej chwili.

Krok 3: Wyparcie

Pierwszy rok był tragiczny. Konfrontacja wyobrażeń z rzeczywistością, istny pogrom i wyłapywanie ludzi, żeby ich uwalić z miejsca. Jeżeli ktokolwiek sądzi, że pedagogika jest lajtowa – nie, nie jest. Do tego doszły prywatne problemy i byłam gotowa rzucić studia. K. mnie tylko subtelnie popychał do przodu, bo skoro nie chcę studiować, to nic mi nie zrobi ten jeden egzamin. I kolejny, i kolejny.

Krok 4: Nauka

Zaczęły się fajne przedmioty, specjalizacja to był strzał w dziesiątkę i nauka zaczęła mi iść. Zawsze byłam nieukiem, nie potrafiłam się uczyć, do tej pory mam problemy z zapamiętywaniem czegokolwiek, ale okupione lata ciężką pracą dały mi 5 na dyplomie. Nauczyłam się efektywnie uczyć, nauczyłam się cieszyć z tej nauki, mimo przekleństw na niektóre przedmioty i tematy. Nauczyłam się wyciągać dla siebie to, co najlepsze i nauczyłam się, że rozwój może być fajny. Ale potem przyszedł kryzys.

Krok 5: Kryzys

Wiecie, wybrałam fajne studia, odnalazłam się na nich, i po tych 5 latach dalej nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Do tego miałam jeden zasadniczy problem: doskonale udawałam, że wszystko jest super, oceny miałam świetne, kontakt z ludźmi też spoko, a sama leżałam w łóżku, spałam zbyt dużo, jadłam zbyt dużo, nie miałam na nic ochoty i godzinami oglądałam seriale w przerwach scrollując fejsa. Nie robiłam ze swoim życiem nic. NIC! To był kryzys – świadomość, że leżąc i nicnierobiąc przegrałam ten okres w życiu, w którym mogłam się rozwijać i do czegoś dojść. Z nauki i wyciągania czegoś dla siebie zrobiłam wielki nieużytek kompletnie zawalając cały swój rozwój. Ze strachu przed tym, że nadal nie wiem kim jestem ani co chcę robić.

Krok 6: Niewiedza

Po omacku zaczęłam się ratować. Głównie z pomocą K. To była ciężka walka, ale ostatecznie zaczęłam robić cokolwiek. I przyszedł mi z pomocą ten blog, dużo zajęć pobocznych, poważna praca u K., moje pierwsze kroki z robieniem stron i projektowaniem. Przyszła nauka programów graficznych i do obróbki zdjęć. Uczyłam się sama. Jakkolwiek, byle tylko coś umieć. Nie nazwałabym tego ciężką nauką od rana do nocy, ale ciężko pracowałam. Tak ciężko, jak potrafiłam na tamten moment.

 

Koniec studiów przyszedł zdecydowanie zbyt szybko i gwałtownie, ale tak się stało, że poszłam w kierunku mediów – pisałam pracę o blogach! No dalej, kto może się pochwalić tak fajnym tematem na pedagogice? Promotorka spadła mi z nieba, była dla mnie prawdziwym aniołem na duchu. A później samo się wszystko potoczyło. Nauczyłam się ważnej rzeczy – że strach jest zbyt wielki. Ale nawet jeżeli strach może sparaliżować nas na pewien czas, to nie ma lepszej do tego okazji jak studia. W życiu rzadko kiedy możemy sobie pozwolić na poszukiwanie siebie, tego co nam odpowiada i tego co chcemy robić w życiu. Bardzo często sam nasz kierunek ścieżki zawodowej zmienia się z przypadków. Zmienia się pod wpływem tego gdzie nas rzuca życie i o ile staramy się coś robić i rozwijać, to zazwyczaj ta zmiana wychodzi nam na dobre.

 

Co mi dały studia?

Chęć przetrwania.

Bez studiów zbyt łatwo byłabym w stanie z czegoś zrezygnować, poddać się. Potrafiłabym bez zastanowienia powiedzieć, że coś jest bez sensu i odwrócić się plecami.

Umiejętność mierzenia troszkę wyżej.

To bardzo trudna umiejętność i nadal się jej uczę, ale to studia były dla niej motorem napędowym. Ta umiejętność to wiedza, że cokolwiek chcesz mieć, możesz do tego dążyć. Nikt nie ma prawa Ci tego zabronić. Ja chciałam otworzyć firmę. Otworzyłam. Mam ją. Jest moja. Jestem szczęśliwa, a co uszczęśliwi mnie dalej – zobaczę. Może zamknę firmę, pójdę pracować gdzie indziej. Może będę robić coś innego. Może życie rzuci mnie gdzie indziej, nie wiem. Nie obchodzi mnie to w tym momencie.

Pokazały mi, jak dużą wolę walki mogę mieć.

Gdy świat wali Ci się na głowę, żałujesz wszystkich swoich decyzji to rzadko kiedy możesz w siebie uwierzyć. Studia rozwinęły we mnie poczucie, że mogę o coś zawalczyć i będzie to zależne tylko od tego ile pracy w to włożę. Ale musi to być mądra praca, a nie bieganie w kołowrotku niczym chomik.

Otworzyły mi wiele drzwi.

Otworzyły dużo klapek w głowie, które były zamknięte i wielu rzeczy nie dopuszczały do mnie. Pozbawiły mnie paździerzowego myślenia o życiu.

Nauczyły radzić sobie w ciężkich sytuacjach.

Oczywiście, że mogłabym się nauczyć tego w pracy, ale radzenie sobie ze stresem na studiach daje bardzo dużo. Człowiek wtedy wskakuje w zupełnie inny poziom stresu i to dlatego studia tak bardzo przerażają. O wiele łatwiej jest go unikać, o wiele przyjemniej jest wybierać prostą ścieżkę. Ale powiedz mi, chcesz mieć w życiu łatwo, czy chcesz sobie umieć radzić w życiu?

Studia nauczyły mnie też rozmawiać w związku.

To był trudny okres i to pokazało mi i K. jak wiele dla siebie znaczymy i jak bardzo potrzebna jest umiejętność rozmowy. To jest coś, czego się uczy w kryzysowych sytuacjach i uczy się przez całe życie.

 

Gdybym nie poszła na studia, byłabym bardziej zagubiona niż jestem. Łatwo jest mówić, że studia nic nie dają, że są niepotrzebne i lepiej od razu iść do pracy. Ludzie, którzy potrafią cieszyć się życiem i potrafią dostrzegać swoje sukcesy widzą znaczenie nawet najdrobniejszych rzeczy które robią. Potrafią docenić każdą ścieżkę, jaką szli. Mają świadomość siebie i potrafią uczyć się na życiu. Ci, co wybrali inną ścieżkę i są z niej zadowoleni nie będą odradzać studiów – mogą doradzić inne drogi rozwoju, coś podpowiedzieć, ale nigdy to nie będzie rozpaczliwym zgrzytem, że studia są niepotrzebne i lepiej od razu iść do pracy.

I tutaj mam cichą nadzieję na to, że K. dostrzegł, że znienawidzony kierunek który obrał na studiach, męczarnia jaką przeszedł, dała mu jedno: kierunek w jakim powinien podążać. Bo nie wiem czy wiesz, ale K. zapierał się, że nie będzie developerem. Nie będzie robił stron, bo kasy z tego nie ma a i rynek jest przepełniony. Teraz jest jednym z najlepszych w swoich fachu. I chociaż studia de facto nie dały mu wiedzy i „bezpiecznego zawodu”, to dały mu dużo więcej.

Nie ma jednej właściwej ścieżki, ale hejtowanie pewnych dróg wyboru jest nie na miejscu. I ja wiem, że życie bywa różne. Często lepiej wybrać szkolenia, kursy, szkoły policealne, szkoły zawodowe. Wiem, że nie każdy chce iść na studia i nie mamy prawa mówić, że Ci co nie studiowali są gorsi. Nie są oni gorsi. Są często silniejsi psychicznie i podziwiam w nich to.

Wkurza mnie tylko, gdy jest jakiś młody jelonek, co ma zaraz dokonać samodzielnego wyboru swojej dalszej ścieżki i dostaje taką smutną radę, że lepiej od razu iść do pracy, bo studia nie mają znaczenia.

A może właśnie studia dla tej jednej osoby zmienią całe życie?

Kasia Mikita

Blogerka. Perfekcjonistka. Fascynuje się robieniem zdjęć gołębiom i czasem ludziom. Za dużo współczuje, za mocno przeżywa. Nie znosi hejterstwa. Najchętniej zapobiegła by wszystkiemu.